poniedziałek, 25 stycznia 2016

INDYJSKIE RĄCZKI - STEMPLE DO BATIKU

Prace nad maską przeciągają się od kilku tygodni. Głównym powodem jest totalny brak wolnego czasu, który mógłbym poświęcić na eksperymentowanie z nowymi technologiami.
Postanowiłem jednak podzielić się dzisiaj z Wami moim zachwytem pewnym rzemiosłem "made in India".
Większość produktów z Indii kojarzy się z masówkami bardzo słabej jakości. Z takim właśnie przeświadczeniem dokonałem takiego zakupu.


Na zdjęciu widać dwa stemple do batiku. Wykonane zostały z drewna palisandru indyjskiego (Dalbergia Sissoo).
 Większy stempel ma wymiary 14cm x 11cm x 3cm, mniejszy natomiast 6,5cm x 6,5cm x 3cm.
W tym miejscu muszę się przyznać, że kupiłem je z myślą o przeszlifowaniu i wykorzystaniu deski do własnego drzeworytu. Gdy jednak w końcu je dostałem i mogłem się dokładnie przyjrzeć, to  po prostu i najzwyczajniej w świecie zachwyciłem się i postanowiłem zachować je w stanie pierwotnym.

Wzór wycięto bardzo głęboko metodą sztorcową/poprzeczną. Widać od razu, że jest to całkowicie ręczna praca i to wcale nie najwyższych lotów, widać niedoskonałości, ślady dłut, omyłki snycerza, które później próbował skorygować. Najzwyczajniejsza rzemieślnicza, szybko produkowana ręczna masówka. Największą przyjemność sprawiły mi ślady dłut - doszedłem do wniosku, że muszą to być jakieś bardzo malutkie, niespotykane, dziwne wręcz dłuta. Zacząłem więc szukać i znalazłem taki film wyprodukowany dla Victoria and Albert Museum.


Nagle wszystko stało się jasne. Dłuta okazały się samoróbkami, bardzo prostymi w swojej formie. Za pobijak wystarczył kawałek odpadowej deski, łupaki to przerobione siekiery i ostrza od hebli, młotki - też zbieranina. Wiertarka rodem ze starożytności, ale działa dobrze i nic nie kosztuje. Nowoczesność reprezentuje kalka i papier ścierny. Zero elektronarzędzi. Siedzą panowie rzemieślnicy przy byle czym, stołku, pieńku i dłubią deski oparte o kolana bez żadnych ścisków. Rzeźbią w bardzo szybkim tempie. Dziennie wykonują pewnie ze trzydzieści takich stempli! Ilekroć oglądam ten film, jestem pełen podziwu dla ich mistrzowskiego opanowania narzędzi. To jest właśnie piękno rzemiosła. 
W Europie taki stempel zaprojektowanoby na komputerze, a następnie wycięto zautomatyzowaną grawerką cnc, rzemieślnik nawet nie miałby młota w ręku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz