piątek, 8 maja 2015

MATKA BOŻA TRYBUNALSKA - DRZEWORYT

Uwielbiam współpracować z osobami bardziej uzdolnionymi ode mnie. 
Uwielbiam patrzeć na ich pracę, uczyć się od nich, doceniać kunszt i talent widoczny w detalach ich dzieł. Czasem wręcz posuwam się do tego, aby próbować naśladować ich pomysły i technikę. Tak było również z tym drzeworytem. Wszystko rozpoczęło się od lektury dzieła "Ludowe obrazy drzeworytnicze" Józefa Grabowskiego. Książka zrodziła pomysł na wykonanie drzeworytu na wzór starych grafik dewocyjnych. Wybór padł na obraz z mojego rodzinnego miasta - wizerunek Matki Bożej Trybunalskiej. Przygotowaniem projektu  zajął  się Andrzej Trybunalski i na podstawie jego szkicu, mój pomysł mógł doczekać się realizacji.

oryginał / szkic ołówkowy A.Trybunalskiego / odbitka z drzeworytu

Moim zadaniem było tylko skopiować jego szkic na drewno, a następnie wyciąć. Muszę przyznać, że w niektórych miejscach zmieniłem całkiem sporo, trochę poniosła mnie samowolna inwencja rzemieślnika, wynikająca również z braku umiejętności rysowania. Inna rzecz, że przeniesienie wizerunku z obrazu olejnego na drzeworyt jest niezwykle trudne - delikatne linie, gamę barw i światłocienie są zastąpione przez grube, właściwie toporne linie (w końcu to drzeworyt ludowy!) oraz czerń i biel. Na dole pozostawiłem pasek, na którym właśnie na wzór dawnych drzeworytów będę chciał wykonać napis, ale to dopiero w bliżej nieokreślonej przyszłości, ponieważ muszę zdobyć jeszcze troszkę wprawy w wycinaniu kształtu liter.


Przy wykonywaniu tego drzeworytu korzystałem tylko z dwóch dłut, noża snycerskiego i wiertarki. Nóż snycerski Pfeil 11, dłutko micro Kirschen P/11/00,5 kupione niedawno na Dłuta.pl oraz drugiego dłutka w kstałcie U firmy Marie's. Byłem naprawdę zaskoczony jakością stali nowych narzędzi. Choć olchowa deska drzeworytnicza była całkiem spora (30x20cm), nie byłem zmuszony do ponownego ostrzenia nowych nabytków. Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o dłutku Marie's, które niestety wymagało mojej interwencji.
Podsumowując całą pracę muszę chyba, jak zwykle ostatnimi razy, stwierdzić, że w sumie jak na rzemieślnika amatora wyszło nawet dobrze, choć zawsze mogłoby być lepiej - wszakże Albrecht Dürer swoje najsłynniejsze drzeworyty wycinał tylko jednym nożem i to z taką precyzją, jakiej nie mogę sobie nawet wyobrazić. 

wtorek, 28 kwietnia 2015

DRUKOWANIE TKANIN - BETA TESTY

Całkiem przypadkowo wpadła mi w łapki książka p. Romana Reinfussa o polskich drukach ludowych na płótnie. Książka ta w zasadzie porusza okres XIX / XX w., jednak  technologicznie metoda niczym nie różni się od tej, którą opisał Cennino Cennini w swoim  XV-wiecznym traktacie o malarstwie. Gdy w książce Reinnfussa przeczytałem o wędrownych rzemieślnikach, którzy przemieszczali się z całym swoim warsztatem od wioski do wioski, aby tam na miejscu wykonywać swoje dzieła, wiedziałem, że wpadłem już w sidła i będę musiał sam spróbować. 
W zasadzie wszystkie potrzebne narzędzia już miałem, wystarczyło wykonać "baby", czyli specjalne poduszki do rozprowadzania farby. W tym miejscu przyznam się, że szczerze wątpiłem w trwałość farby wykonanej z sadzy i pokostu lnianego, dlatego postanowiłem pierwsze próby i narzędzia wykonać z odpadów warsztatowych, które niekoniecznie były historyczne, ale były na wyciągnięcie dłoni. I tak "baby" zamiast wypchać szczeciną lub runem wypchałem watoliną, a skórę przybiłem pinezkami. Matrycę zamiast z twardego drewna gruszy lub buczyny wykonałem z miękkiej osiki. W opisywanych metodach, jak również zachowanych fragmentach średniowiecznych drukowanych tkanin  widać, że matrycami były bardzo duże deski, na których konkretny wzór powtarzał się wielokrotnie, co bardzo ułatwiało późniejsze odbijanie wzoru. Postanowiłem jednak uprościć sobie pracę i wykonać tylko pojedynczy klocek, który wzorowałem na fragmencie XII-wiecznej niemieckiej tkaniny. 


Matrycę wykonałem z ręki w całe 10 min., niespecjalnie przykładając się do całkowitego odwzorowania. W końcu to tylko testy. Muszę jednak przyznać, że pomimo płytkiego cięcia i pośpiechu efekt był zadowalający.  Farba bardzo długo schnie, nawet kilka dni, więc cały czas trzeba uważać, aby czegoś nie rozmazać. Z tego  względu nie mogłem przeprowadzić próby z praniem. Z lektury wiem już jednak, że w rachubę wchodzi tylko ręczne pranie w zimnej wodzie, ale nadal mam pewne wątpliwości. Jeżeli jednak materiał przejdzie próbę prania, wystartuję już na poważnie z profesjonalną rekonstrukcją z "poprawnych" materiałów. 


środa, 22 kwietnia 2015

HARPIA


Musiałem zrobić sobie nowy nóż do wycinania, ponieważ poprzedni znalazł nowego właściciela.
Tym razem postanowiłem jednak wprowadzić kilka zmian konstrukcyjnych. Rękojeść jest zdecydowanie krótsza i grubsza tak aby zapewnić pewniejszy uchwyt. Zastosowałem również więcej przekładek (róg, drewno różane, mosiężna płytka oraz dąb) które w zasadzie mają jedynie wpływ na atrakcyjniejszy wygląd.
Gdy nóż był gotowy trzeba było go wypróbować, tak powstała wkurzona kura domowa dająca wyraźnie do zrozumienia co sądzi o wypadzie jej męża na jedno piwko z kumplami. 
Tak na poważnie to wzorowałem się na przedstawieniu harpii 1497 r.

środa, 15 kwietnia 2015

PIĘKNO FORNIRU

Chciałbym się pochwalić efektami pracy nad pewną intarsją.
Historia jej powstania jest zabawna. W mojej szarej pracy którą w pocie czoła wykonuję dnia naszego powszedniego okazało się, że przy wypłacie nie przysługuje mi tzw. 13 pensja, choć wszyscy inni ją dostali. W stanie podburzenia wróciłem do domu gdzie wyżyłem się na kawałku forniru. W pewnym momencie gdy ściemniło się na tyle, że zmuszony byłem do zapalenia świateł odkryłem  piękno forniru na którym pracowałem. 


Pierwszym krokiem było wycięcie z dwóch arkuszy forniru (buk i acajou) zarysu formy lecących żurawi. Tutaj pierwszy arkusz gdzie buk stanowi tło.


Tutaj drugi arkusz, pierwszy żuraw już wycięty.


Następnym krokiem było cieniowanie przez przypalanie wyciętych kawałków forniru w rozgrzanym piasku. W tym miejscu naprawdę poważnie zacząłem się zastanawiać czy nie wykonać jakiegoś abażuru do lampki.


Oto efekt końcowy już bez podświetlania. Idealnie nie jest, ale jak na pierwszy raz źle też nie wyszło. Wszelkie ubytki wypełniłem odpowiednio zabarwioną szpachlą do drewna. 
Teraz przede mną czas na zalakierowanie i wykorzystanie do stworzenia... kolejnego projektu :)

piątek, 27 marca 2015

piątek, 6 marca 2015

FOTO #3


"ARCHIWISTA"
Piotrków Trybunalski 2015 r.
--------------------------------------------------------
"ARCHIVIST"
Piotrków Trybunalski 2015 r.

poniedziałek, 2 marca 2015

URODZINOWA BIŻUTERIA ANNY


Dzięki mojej lepszej połowie stałem się zwolennikiem  prezentów wykonanych własnymi rękoma prosto z serca. Rzeczy takie skutecznie zastępują nieraz całkiem dziwne kartki.
Zestaw inspirowany listkami laurowymi. Zawieszka wykonana z forniru inkrustowanego węglem, natomiast podstawka z masy solnej. Całość trafiła już do szczęśliwej solenizantki.

czwartek, 19 lutego 2015

NOWE TŁOCZENIE


Nowy, już przetestowany wzór tłoczenia pod igielnik. 
Przy odpowiednim oświetleniu wygląda naprawdę imponująco.

poniedziałek, 16 lutego 2015

NIE DAŁOBY RADY TANIEJ?

Podobno, gdy projektowano malowidła w jaskini Lascaux, były to pierwsze słowa, które wypowiedziano.
Mogą zmieniać się epoki i gusta, jednak mentalność ludzka tak łatwo się nie zmienia, szczególnie pod względem wydawania pieniędzy. Zawsze produkowano przedmioty tandetne i gorzej wykonane, ale za to tańsze, a tym samym bardziej dostępne. W obecnym 'światku' rekonstruktorów coraz liczniej pojawiają się osoby, które pragną odtwarzać niż społeczny. Przed kilku jeszcze laty przeciętny rekonstruktor miał na sobie naprawdę sporo mosiądzu, wszystkie sprzączki, guziczki, plakietki i co tam metalowego mogło być. Teraz na szczęście to się zmienia. Wychodząc naprzeciw wszelkim biedakom-cebulakom  postanowiłem dodać do swojej oferty tańsze okucia do kaletek. Zamiast stosunkowo drogiego mosiądzu wykorzystałem tańszą i popularną cynę, którą bez problemu można odlewać w drewnianej formie wielokrotnego użytku.

Na zdjęciu porównanie z najpopularniejszym mosiężnym okuciem dostępnym w sprzedaży. Tylko że moje o połowę tańsze.

sobota, 14 lutego 2015

BYŁO BLISKO, A JAKŻE DALEKO - INTARSJA


Mając fornir nie byłbym sobą, gdybym nie spróbował intarsji. Bardzo mi się spodobała ta forma rzemiosła.
Co prawda muszę jeszcze zdobyć większą wiedzę na jej temat, aby rozwiązać pewne "drobne", ale jakże istotne problemy. Pierwszy bluszczyk jednak powstał.

wtorek, 10 lutego 2015

ZDOBIENIE DREWNA WOSKIEM

Próbując sprzedać swoje tabliczki woskowe, cały czas spotykam się z zapytaniem czy sposób, którym wykonuję zdobienia jest aby "historyczny". Cóż, aby ostatecznie rozwiać wszelkie wątpliwości, postaram się  uchylić rąbka tajemnicy mojego warsztatu. 
Metoda jest jak najbardziej historyczna i potwierdzona zachowanymi zabytkami - odsyłam do Archiwum Państwowego w Toruniu i ich zbioru tabliczek woskowych lub do posta w którym wykonywałem stylizację jednego z poliptyków.
Metoda ta opiera się w zasadzie na inkrustacji, tylko zamiast szlachetnych materiałów używamy wosku pszczelego. Taka inkrustacja dla ubogich.
Większość etapów pracy postanowiłem tylko opisać ponieważ są one tak oczywiste, że raczej nie wymagają dodatkowego zilustrowania. Szczególnie, że w moim warsztacie panuje półmrok i niestety część zdjęć i tak nie wyszła. Oczywiście prace należy rozpocząć od wstępnego przygotowania deski, na której będziemy chcieli wykonać zdobienie. Powierzchnia powinna być gładka, wyszlifowana, bardzo istotne jest, aby deska nie posiadała rys ani zagłębień, nawet takich płytkich, w których później mógłby zgromadzić się wosk. Prace rozpoczynamy od przeniesienia/naszkicowania wzoru lub, jak kto woli, pójścia na żywioł i wykonywania go bez uprzednich szkiców. Potrzebny jest nam w zasadzie tylko nóż, np. taki jaki wykonałem, ale może być również nóż snycerski czy nawet skalpel.  Istotne jest jedynie, aby miał ostrą końcówkę, należy pamiętać również, że im grubszy nóż tym będzie zostawiał większą i tym samym wyraźniejszą kreskę. Drewno nacinamy w zasadzie pod kątem prostym.

 
 Gdy wytniemy całość, ale jednak stwierdzimy, że niektóre rysy są zbyt płytkie możemy poszerzyć je przeciągając po nich szpilorkiem.
Następnym bardzo istotnym elementem jest przygotowanie wosku, który należy zabarwić sadzą. Z braku sadzy ostatecznie ujdzie węgiel drzewny zmielony na pył. Całość należy rozpuścić w kąpieli wodnej. W tym miejscu przechodzimy do  "najistotniejszego" momentu: wosk, który będziemy wciskać w szczeliny nie może być zbyt gorący ponieważ wniknie w drewno i je odbarwi. Najlepszy jest taki, który właśnie zastyga i ma konsystencję plasteliny. Jak widać do wciskania używam malutkiej szpachelki malarskiej.

Gdy mamy już pokryte wszystkie zagłębienia możemy przystąpić do zbierania nadmiaru wosku, który pozostał na powierzchni. Do tego celu można wykorzystać wszelkiego rodzaju cyklin, potłuczonej szyby lub nawet wcześniej wspomnianej szpachelki, na pokazach używam noża, którym wcześniej wykonywałem nacięcia i też daje radę. Należy być jedynie ostrożnym, aby nie zbierać razem z nadmiarem wosku drewna. Na koniec można całość wypolerować bawełnianą szmatką, aby nadać połysk woskowej powierzchni.  

Metoda przyjemna, ponieważ zawsze można coś poprawić - dodać, gorzej jest gdy nam się ręka omsknie i zrobimy nacięcie tam, gdzie nie powinno go być. Jednak i wtedy zawsze można usiąść i wydłubać wosk igłą. Trwałość metody jest raczej dostateczna, należy jednak unikać nadmiaru ciepła, które mogłoby rozpuścić wosk, ale zawsze wtedy można wzorek odświeżyć powtarzając raczej nieskomplikowany proces.

poniedziałek, 9 lutego 2015

DREWNIANIE OBRĄCZKI - OBRĄCZKI Z FORNIRU


Pierścionki w połączeniu z metalową bazą ze stali nierdzewnej. Tym razem w ruch poszedł fornir z róży, palisandru, kory brzozowej, buczyny, acajou. Z wypełnieniem troszkę eksperymentowałem tworząc sztuczny lapis lazuli.
Moje wnioski z użytkowania... może używam niewłaściwego lakieru (Vidaron o podwyższonej odporności na ścieranie i zarysowanie), odniosłem jednak wrażenie, że pierścionki takie są bardzo wrażliwe na wszelkie zarysowania. Traciły tym samym swój urok. 
Jak ktoś ma jakiś patent, to z miłą chęcią wysłucham.  
Oczywiście, gdyby pomimo tego ktoś chciał, mogę mu wykonać takowy za kilkanaście złotych, bo więcej moim skromnym zdaniem warte nie są.  Nie ukrywam, że widziałem ostatnio podobnej jakości obrączkę wykonaną za naprawdę dużą sumę i wywołała ona mój uśmiech politowania.

Na zdjęciu widać powstający właśnie  listek laurowy - zawieszkę.  Oczywiście  również zrobiony z sklejonego forniru z węglowym wypełnieniem.

czwartek, 29 stycznia 2015

CHOPIE PIERUNIE WUNGIEL


Kolejna (nie ostatnia) obrączka. Zrobiona z dwóch rodzajów forniru: wnętrze buk, a na zewnątrz egzotyczne acajou. Jako wypełnienie użyłem naszego swojskiego, jakże niedocenianego węgla brunatnego. Teraz czas zastanowić się nad tym z czego stworzyć kolejną biżuterię... bursztyn,
sól, a może zrobić kolejny krok i wkomponować w całość miedziany drucik?
Muszę również dość poważnie zastanowić się nad matowym wykończeniem lakierem.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

ZAKOCHANI W CERAMICE

 
W poprzednim poście słowo się rzekło, więc tym razem zrobiłem obrączki z buczynowego forniru, w które wkomponowałem wypaloną czerwoną glinę.  Efekt chropowatej faktury jest zamierzony, bardziej mi się spodobał niż płaska jednolita powierzchnia.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

FORNIROWA BIŻUTERIA

Moja pierwsza bransoletka wykonana z buczynowego forniru.
Przewaga forniru nad litym drewnem polega na układzie włókien drewna, które zwiększa wytrzymałość całości. Fornir pracuje i ugina się, bez obawy, że pęknie nawet gdy spadnie z dużej wysokości. Jest również łatwiej dostępny oraz tańszy. Zdecydowanie lepiej nadaje się na biżuterię niż lite drewno.



Jak to mówią "pierwsze koty za płoty".
 Nie wyszło idealnie, ale źle też nie jest. Chciałbym następnym razem spróbować połączyć kilka fornirów oraz połączenia forniru z kamieniem. Spróbuję również wykonać mniejszą formę - obrączkę.

środa, 31 grudnia 2014

PODSUMOWANIE 2014

W tym roku królowały tabliczki woskowe, a raczej ozdobne motywy wyryte na nich za pomocą noża.
Trzeba przyznać, że z każdą kolejną tabliczką nabierałem wprawy. Początkowo było sporo problemów
z drobnymi detalami takimi jak dłonie. Większość prac wykonywana była w formacie zbliżonym do A4.
Jako podsumowanie tegorocznych prac postanowiłem wykonać coś mniejszego.


Dziki dzik o rozmiarach 9x8 cm.
Tak naprawdę jest to herb dawnego miasta Stężyca (obecnie wieś w województwie lubelskim powiat rycki) lokowanego przed 1370 r. z inicjatywy Kazimierza Wielkiego.

piątek, 19 grudnia 2014

NIE KAŻDY POMYSŁ TO DOBRY POMYSŁ


Pierwszy od niepamiętnych czasów wolny weekend zaowocował moją wzmożoną aktywnością rzemieślniczą. Powstała kolejna tabliczka woskowa ozdobiona nowym wzorem - herbem Nałęcz.
Wzór ryty nożem i zalany czernionym woskiem, niestety coś mnie podkusiło, żeby go podkolorować. Jestem bardzo niezadowolony z tego eksperymentu. Wiem, że już raczej go nie powtórzę. Tabliczkę niedługo będzie można kupić w promocyjnej cenie na allegro ;)

czwartek, 18 grudnia 2014

ALTERNATYWA DLA KALETEK



Dwa duże pojemniki - przydatne szczególnie kobietom, które "niekoniecznie" powinny nosić kaletki. 
W każdym bez problemu zmieści się zestaw składający się z małej tabliczki woskowej ze stilusem, krzesiwa z krzemieniem, igielnika, szpulki z nićmi oraz małego noża. Egzemplarz z lewej jest przystosowany do przywieszenia do paska, natomiast ten z prawej można spokojnie przewiesić przez ramię.


Jak widać na załączonej fotografii, szew po długości jest szyty tunelowo.

środa, 17 grudnia 2014

POKROWIEC ARCHIWALNY


Zlecenie od stałej klientki pracującej w Archiwum Państwowym. Był jej potrzebny w pracy igielnik na igły do szycia akt. Okazało się, że igły te są bardzo duże, największe jakie do tej pory widziałem.

wtorek, 16 grudnia 2014

FORNIROWY POKROWIEC


Kolejny pokrowiec na telefon tym razem myPhone Cube.  
Jako główny panel wykorzystałem fornir czeczotkow z gruszy, odpowiednio wzmocniony od strony wewnętrznej.


Zdjęcie zrobione innym aparatem przy gorszym świetle, stąd różnica barw.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

ŚMIECIO PASEK


Są rzeczy w które nie warto inwestować nawet drobnej kwoty, jednak żal je wyrzucać.
Tak było również w przypadku tego chińskiego zegarka który "niby" chodzi, ale jednak czasem coś w nim szwankuje i staje. Nie miałem do niego paska, więc postanowiłem zrobić go najtańszym kosztem z wykorzystaniem odpadów z skóry i sprzączki z odzysku. Wyszedł nawet fajny - toporny śmiecio pasek pasujący do śmiecio zegarka.

czwartek, 4 grudnia 2014

PUZZLE ARCHEOLOGA

Gliniane przedmioty podczas suszenia i wypalania lubią się paczyć i pękać.
Kilka fajnych kafelków potłukłem również przez swoją nieuwagę.
Właśnie wtedy zrodził się pomysł na wykorzystanie tych skorup. 


Tak powstały puzzle archeologa.
Po wysunięciu pokrywki drewnianego pudełka, ukazują się potłuczone fragmenty ceramiki zasypane piaskiem. Trzeba je wydobyć i poskładać w całość niczym prawdziwy archeolog.


W tym przypadku są to trzy kafelki które można składać bez potrzeby klejenia.


Dorosłej osobie zajmuje to ok 15-20 min. Dzieciaki radzą sobie różnie, jedne dają radę, inne mają dość poważne problemy z  kafelkiem o jednolitym powtarzającym wzorze.

środa, 26 listopada 2014

CERAMICZNY WYSYP

Niezrażony ostatnimi efektami zabawy z ceramiką eksperymentuję z tą techniką dalej.
Trzeba przyznać, że przez ostatnie miesiące uzbierało się trochę nowych wyrobów.


 Radioaktywna zawieszka - przyznaję bez bicia, nie jest szkliwiona, pomalowałem ją farbami akrylowymi i zalakierowałem.


Niestety, przez moją nieuwagę jeszcze w pracowni ceramicznej potłukłem jeden z kafli. Nie ma jednak tego złego... po sklejeniu,podmalowaniu i odymieniu całość zalakierowałem.


 W ten sposób powstał bardzo efektowny "antyczny" kafelek wykorzystywany obecnie jako  podstawka pod kubek.


Kolejny kafelek, tym razem już szkliwiony.
Na marginesie wspomnę, że oczywiście byłem totalnie zaskoczony efektem końcowym.

wtorek, 25 listopada 2014

KOLEJNY CMENTARNY POST

XIX w. to czas rozkwitu rzeźby w kamieniu.
Najpiękniejsze przykłady tej sztuki można spotkać nie w muzeach, a na cmentarzach.
 Niestety upływający czas oraz złe warunki atmosferyczne pozostawiają na nich często nieodwracalny ślad, zacierając ich szlachetne piękno.
W ostatnich miesiącach miałem okazję brać udział w dużych pracach konserwacyjnych na piotrkowskich nekropoliach.
 Prace nadzorowane były przez Muzeum Regionalne w Piotrkowie Trybunalskim.
Chciałbym w tym miejscu pochwalić się efektami pracy z pewnym wyjątkowym i bardzo trudnym w konserwacji nagrobkiem, który wykonany został z piaskowca i wapienia. 



Rzeźba ta przeszła kilka lat temu profesjonalną konserwację, jednak od tego czasu zdążyła zarosnąć porostami i mchem. Cały problem polegał na tym, że wapień, z którego po części jest wykonana, jest niewyobrażalnie miękki. Nie można czyścić go myjką ciśnieniową, ani tym bardziej szorować szczotką, w grę nie wchodzi też przeszlifowanie go mikroszlifierkami, jak to czynią niektórzy kamieniarze. Jedyną możliwością było użycie specjalistycznych środków chemicznych zwalczających całą "zieleninę". Muszę przyznać, że praca nad tym nagrobkiem zajęła mi naprawdę dużo czasu, musiałem kilkukrotne równomierne i dokładne nałożyć ten środek dbając jednocześnie o swoje bezpieczeństwo.


 Włożony wysiłek był wart efektu. Jednak to jeszcze nie koniec prac. Gdy zrobi się cieplej, zabieg trzeba będzie kolejny raz powtórzyć - do tego czasu resztki porostów powinny same odpaść.
Oczywiście efekt będzie trwały, jeżeli takie zabiegi będą odbywały się cyklicznie, co kilka lat.

wtorek, 30 września 2014

NOWE CHWOSTY

Patrząc na poprzedni paternoster, cały czas irytowały mnie brzydkie, byle jakie frędzle przy kamieniach szlachetnych, kaminieniach na które w minionych wiekach nie każdy mógł sobie pozwolić. Niestety patenty polecane przez internet z serii "jak zrobić chwosta" nie spełniały moich oczekiwań.
 Postanowiłem zrobić ozdobne nasadki z drewnianego paciorka oplecionego jedwabną nitką, który nasuwa się na mało dekoracyjną część chwosta.
Przy okazji znalazłem odpowiedź na nurtujące mnie pytanie: dlaczego robiono tak duże przerwy między koralikami, w efekcie czego widoczny był sznurek.
Okazało się, że przerwa na szerokość paciorka powstaje po zsunięciu nakładki na chwosta.

Wykonałem kolejny paternoster, tym razem na XVII w. ze szkła awenturynowego (występującego w sprzedaży pod nazwą noc Kairu), które zostało wynalezione przez słynną wenecką rodzinę szklarzy Miottich. Familia ta tak pilnie strzegła tajemnicy ich wytwarzania, że była gotowa do wynajmowania płatnych morderców do likwidowania konkurencyjnych szklarzy próbujących zgłębić tajemnicę tej techniki.

niedziela, 28 września 2014

ŚW.BERNARD WYPĘDZAJĄCY DIABŁA


Kolejny motyw cięty nożem, tym razem św. Bernard wypędzający diabła wzorowany na niemieckim drzeworycie z XV w.

sobota, 27 września 2014

JESIENNOWŁOSA


Linoryt oraz odbitka ozdobiona mieszanymi technikami malarskimi.
Tło wykonane akwarelą, jednak dużo ciekawiej prezentuje się faktura włosów uzyskana przez nałożenie bardzo grubej niejednolitej warstwy farby zmieszanej ze złotym brokatem.


czwartek, 25 września 2014

NOWE WZORY ZDOBIEŃ


Efekty pracy z nowym nożem. Św. Jerzy wzorowany na drzeworycie z 1515r.


Choć wzór duży (deska 30x20cm) dłonie nadal pozostawiają wiele do życzenia. 

Przy okazji zrobiłem również takie dwa gotyckie wzorki.

środa, 24 września 2014

PIERWSZE KROKI W CERAMICE

Nasza ekipa, dzięki uprzejmości pracowni ceramicznej Nuchna w Piotrkowie Trybunalskim, miała okazję stawić czoła wyzwaniu, jakim okazało się ręczne lepienie gliny. Musimy przyznać, że zabawa była przednia, choć nie tak łatwa jak by się mogło wydawać. Każdy etap produkcji wpływał na wygląd przedmiotów i stanowił dla nas wielką zagadkę. Glina podczas suszenia paczyła się, a po wypaleniu na biskwit kurczyła. Szkliwienie też dało efekty, których się nie spodziewaliśmy. Nie święci garnki lepią, ale i tak pełen szacunek dla profesjonalnych ceramików. 

Oto nasze prace, gdyby ktoś się pytał TAKIE MIAŁY BYĆ ;)
Kubki i wazonik do ikebany.

Efekt szkliwienia jest naprawdę trudny do przewidzenia. Sądziłem, że wyjdą białe kropki na czarnym tle, 
a tutaj taka niespodzianka.