Jako samouk czasem muszę testować różne rozwiązania techniczne, czy będą nadawały się do moich pomysłów i warunków atmosferycznych, jakie im zafunduję. W planach mam wykonanie kilku rodzajów kapliczek, niektórych naprawdę dużych rozmiarów. Musiałem więc przed przystąpieniem do głównych prac wykonać mały model. Tak powstała kwietna kapliczka testowa z moją grafiką w środku, na której będę mógł sprawdzić jak dane materiały, barwniki, lakiery, kleje będę się zachowywały podczas zimy. Po prawdzie nie daję jej dużych szans na przetrwanie na zewnątrz dłużej niż kilka sezonów. Aczkolwiek jestem ciekawy, czy szyba i ruchome drzwiczki będą w stanie ochronić papierową grafikę przed zamoczeniem.
sobota, 31 października 2015
piątek, 30 października 2015
PLANSZOWO
Ostatnimi czasy miałem przyjemność wykonać serię nowych gier planszowych.
Po wyciągnięciu wniosków oraz uwag odnośnie użytkowania poprzednich gier, tym razem
wykonałem je z 8mm sklejki liściastej wzmocnionej na krawędziach drewnianą ramą.
Aby nadać im "charakteru" starych plansz, całość została po podkolorowaniu delikatnie opalona.
Na jednej z plansz z ciekawości zrobiłem jeszcze dodatkowe obtłuczenia na ramie tak, aby wyglądała, że gra była użytkowana, i to raczej przez osoby z temperamentem.
Po wyciągnięciu wniosków oraz uwag odnośnie użytkowania poprzednich gier, tym razem
wykonałem je z 8mm sklejki liściastej wzmocnionej na krawędziach drewnianą ramą.
Aby nadać im "charakteru" starych plansz, całość została po podkolorowaniu delikatnie opalona.
Na jednej z plansz z ciekawości zrobiłem jeszcze dodatkowe obtłuczenia na ramie tak, aby wyglądała, że gra była użytkowana, i to raczej przez osoby z temperamentem.
Puluc pierwszy - podkolorowany.
Puluc drugi - surowy, obity.
Moja interpretacja planszy do "walczących węży".
Plansza do pulijudam
Jeszcze czysta pajęczyna do tradycyjnej rosyjskiej gry w pająka.
czwartek, 15 października 2015
sobota, 10 października 2015
ŁAPCIE
W życiu wykonałem bardzo dużo łapci, przyznam szczerze, że straciłem rachubę, ile dokładnie. Więcej uszyłem tylko kaletek. Na zdjęciu widać tylko część, ale i tak większość to jeden i ten sam wzór, tylko w różnych rozmiarach i z różnymi detalami. Czasem są wiązane na rzemień, czasem mają pasek ze sprzączkami, niektóre mają obszyte krawędzie, inne natomiast są ozdobnie powycinane.
Czemu łapcie? Jako wnuk mistrza szewskiego nigdy nie pozwoliłbym sobie nazwać ich prawdziwymi butami. Prawdziwy but, nawet stylizowany na średniowieczny, powinien być uszyty na prawidłach, czyli drewnianych formach. Koszt uszycia butów jest zdecydowanie większy, bo i większych umiejętności wymagają od szyjącego, dlatego moi klienci zadowalają się tańszymi ersatzami. Marzy mi się kiedyś uszycie dla siebie prawdziwych butów szytych tunelowo na wywrotkę z otokiem uszczelniającym, ale, jak to w starym przysłowiu, szewc bez butów chodzi.
piątek, 4 września 2015
PIĘKNO NIEPOZORNOŚCI
Zdecydowanie najbardziej lubianą przeze mnie czynnością jest tworzenie rękojeści noży.
Żaden inny proces twórczy nie sprawia mi tyle radości i zadowolenia z efektu końcowego.
Uwielbiam z pozornie niepasujących do siebie, wręcz topornych elementów, składać ostatecznie wysmukłe, pasujące do dłoni, miłe w dotyku rękojeści.
Żaden inny proces twórczy nie sprawia mi tyle radości i zadowolenia z efektu końcowego.
Uwielbiam z pozornie niepasujących do siebie, wręcz topornych elementów, składać ostatecznie wysmukłe, pasujące do dłoni, miłe w dotyku rękojeści.
Ta twórczość podoba mi się również dlatego, że wykorzystuję w niej głównie resztki z innych prac,
rzeczy, które mogłyby spokojnie zostać potraktowane jako odpad i wyrzucone.
W tym przypadku wykorzystałem resztkę dębowego klocka i gałązkę wiśni znalezioną podczas spaceru,
które poprzekładałem mosiądzem ze starego zawiasu.
Jedynie przekładka rogowa z przodu i sama odkuwka nie są z odzysku.
rzeczy, które mogłyby spokojnie zostać potraktowane jako odpad i wyrzucone.
W tym przypadku wykorzystałem resztkę dębowego klocka i gałązkę wiśni znalezioną podczas spaceru,
które poprzekładałem mosiądzem ze starego zawiasu.
Jedynie przekładka rogowa z przodu i sama odkuwka nie są z odzysku.
Na koniec pozostaje uszyć tylko jakiś ładny pokrowiec i można nożyk wystawiać na sprzedaż, a za zarobione pieniądze kupić następne odkuwki i czerpać przyjemność z ich obsadzania.
czwartek, 3 września 2015
TEN KTÓRY JEST MI ZA PATRONA
Duży linoryt (30x21cm) z przedstawieniem apostoła Judy Tadeusza - patrona od spraw beznadziejnych.
Stworzony z myślą o pokolorowaniu i wkomponowaniu w kapliczkę dziękczynną,
która, wzorem poprzedniej, zawiśnie w pobliskich lasach.
Stworzony z myślą o pokolorowaniu i wkomponowaniu w kapliczkę dziękczynną,
która, wzorem poprzedniej, zawiśnie w pobliskich lasach.
Odbitka i matryca linorytnicza.
Z lewej szkic ołówkowy przygotowany w działającej przy moim projekcie sekcji ARTPRUS.
poniedziałek, 27 lipca 2015
DRZEWORYT - TRENING CZYNI MISTRZA (II)
Ciąg dalszy treningu wycinania małych detali.
Motyw wzorowany na ornamencie z drewnianej kasetki z Kamienia Pomorskiego datowanej na XI - XII w.
Wymiary 13cm x 4cm.
Wymiary 13cm x 4cm.
piątek, 24 lipca 2015
OBSADKA
Dzięki uprzejmości Maćka Lewandowskiego z bloga "Przy ogniu", który zdradził mi kilka tajemnic oraz zaopatrzył mnie w specjalne gniazdo do obsadzania stalówek, mogłem wykonać swoją pierwszą obsadkę. Na początku w mojej głowie kłębiły się pomysły co do samego kształtu, jednak ostatecznie wygrała prostota i funkcjonalność - grunt, żeby dobrze się nią pisało. Postawiłem jednak na różnorodność materiałów i piękno ich usłojenia. Pierwsza część, jaśniejsza bliżej stalówki to zdrewniała łodyga róży, jej usłojenie i kolor w słońcu przypomina mi troszkę kość słoniową, ma również pewną zaletę - rdzeń jest bardzo miękki i łatwo go wybrać, a w to miejsce wstawić metalowe gniazdo. Aby wzmocnić całą konstrukcję i zapobiec złamaniu obsadki, w miejscu łączenia w środku przez całą długość obsadki wpasowałem buczynowy kołek.
Drugą część o niezwykle pięknym i wielobarwnym usłojeniu wykonałem z fragmentu wiśniowej gałęzi, którą kiedyś znalazłem podczas sprzątania ogródka działkowego. Pomiędzy obie części wstawiłem bardzo cieniutką przekładkę wyciętą z forniru acajou. Całość zalakierowałem satynowym lakierem akrylowym.
czwartek, 23 lipca 2015
DRZEWORYT - TRENING CZYNI MISTRZA
Będąc w Krakowie kupiłem do swojej kolekcji kilka odbitek historycznych drzeworytów
wykonanych współcześnie przez p.Tadeusza Grajpela.
Mistrzowski poziom detali przy jednocześnie bardzo małych rozmiarach
wywołał u mnie zachwyt i chęć doskonalenia swoich umiejętności, aby móc choć zbliżyć się do poziomu tego genialnego rzemieślnika-artysty.
Do tej pory większość swoich drzeworytów wykonywałem w rozmiarach 30x20cm.
Postanowiłem więc potrenować i zrobić heraldycznego orła w rozmiarze zbliżonym do 10x9cm. Przetestowałem również, czy 4mm brzozowa sklejka będzie nadawała się na drzeworyt.
Efekt ćwiczenia był nawet do zaakceptowania, choć okazało się, że przy tak małych detalach bardzo istotne jest, by narzędzia były ostre jak brzytwa.
Mistrzowski poziom detali przy jednocześnie bardzo małych rozmiarach
wywołał u mnie zachwyt i chęć doskonalenia swoich umiejętności, aby móc choć zbliżyć się do poziomu tego genialnego rzemieślnika-artysty.
Do tej pory większość swoich drzeworytów wykonywałem w rozmiarach 30x20cm.
Postanowiłem więc potrenować i zrobić heraldycznego orła w rozmiarze zbliżonym do 10x9cm. Przetestowałem również, czy 4mm brzozowa sklejka będzie nadawała się na drzeworyt.
Efekt ćwiczenia był nawet do zaakceptowania, choć okazało się, że przy tak małych detalach bardzo istotne jest, by narzędzia były ostre jak brzytwa.
Dla porównania detal z odbitki p.Grajpela 19 x 2,9cm! Cieniowanie delikatnymi kreskami wzbudza we mnie podziw i zazdrość.
Tutaj scenka 10x7cm wzorowana na drzeworycie z 1514r. "Niewiasty przy grobie Chrystusa" z Krakowskiej drukarni Floriana Unglera i Wolfganga Lerna.
Od chwili zakupu tych grafik mam wielkie marzenie, aby móc zobaczyć p.Grajpela i jego narzędzia przy pracy właśnie nad takimi detalami.
Na koniec zachęcam do obejrzenia ciekawego wywiadu z Jego udziałem.
Od chwili zakupu tych grafik mam wielkie marzenie, aby móc zobaczyć p.Grajpela i jego narzędzia przy pracy właśnie nad takimi detalami.
Na koniec zachęcam do obejrzenia ciekawego wywiadu z Jego udziałem.
środa, 22 lipca 2015
SZTANDARY ZŁOTEGO SMOKA
Ostatnią częścią zlecenia okazały się dwa
sztandary Złotego Klanu Smoka oraz siedem drewnianych
tarcz klanów z japońskim znakiem symbolizującym przeznaczenie.
Oto dwustronne sztandary, ręcznie malowane
farbami do tkanin. Początkowo smoki na sztandarze zostawiłem czarne, jednak okazało się, że są mało widoczne, więc
zostały pomalowane złoto-brokatową farbą.
Osobiście nie znoszę tego koloru, ale trzeba przyznać, że w tym przypadku wyszło
nawet fajnie - zwłaszcza, gdy płachta sztandarowa łopocze na
wietrze w promieniach słońca. Jedno jest pewne - sztandar widać z daleka. Konstrukcja jest rozbieralna i spokojnie można z nią
podróżować. Całość nie jest specjalnie duża, drzewiec ma
około 210cm wysokości, tak więc mieści się do samochodu i
przedziału pociągu (osobiście sprawdzałem).
Tarcze są tak naprawdę symboliczne,
ponieważ wykonane zostały z 4mm brzozowej sklejki o średnicy 30cm.
Sam symbol (czego nie widać zbyt dobrze na zdjęciach) został
delikatnie podrzeźbiony na krawędziach, aby nadać mu troszkę
głębi. Środek tarczy specjalnie zostawiłem niezamalowany, żeby lakier podkreślił piękne usłojenie.
Na koniec muszę przyznać, że symbol smoka zrobił prawdziwą furorę! Cały czas siedzę nad kolejnymi nadpływającymi zleceniami, ba! otrzymałem nawet propozycję, a raczej pomysł, aby podobny wzór smoka ułożyć z kostki brukowej na jednym z podwórek. Jednak na razie poprzestaję na tłoczeniach i szyciu tub takich jak na poprzednich postach, dlatego pozwolę sobie już ich nie publikować.
Na koniec muszę przyznać, że symbol smoka zrobił prawdziwą furorę! Cały czas siedzę nad kolejnymi nadpływającymi zleceniami, ba! otrzymałem nawet propozycję, a raczej pomysł, aby podobny wzór smoka ułożyć z kostki brukowej na jednym z podwórek. Jednak na razie poprzestaję na tłoczeniach i szyciu tub takich jak na poprzednich postach, dlatego pozwolę sobie już ich nie publikować.
niedziela, 21 czerwca 2015
PIECZĄTKA KLANU SMOKA
Pieczątka drewniana inspirowana japońskimi pieczęciami hanko. Wykonana z olchy, zaimpregnowana pokostem lnianym, który uwypuklił usłojenie. Na bokach odbite smoki znane z poprzedniego postu. Osłonka chroniąca matrycę mocowana na drewnianym patyczku.
Od prawdziwej pieczęci hanko różni się tym, że nie jest okrągła, a pod drewnianą osłonką skrywa się współczesna gumowa pieczątka "Klanu Smoka". W tym miejscu warto przypomnieć, że tradycyjne pieczęcie mogła posiadać tylko japońska arystokracja, a czerwony tusz do odbijania zarezerwowany był wyłącznie dla samurajów. Odbicie pieczęci było równoznaczne z własnoręcznym podpisem właściciela, dlatego pieczęć taka wymagała zarejestrowania w specjalnym urzędzie, który potwierdzał później jej autentyczność na poszczególnych dokumentach.
piątek, 19 czerwca 2015
KLAN SMOKA
Otrzymałem orientalne zlecenie. Zlecenie, które nie trafia się co dzień.
Zlecenie od tajemniczego KLANU SMOKA z Krakowa.
Zlecenie od tajemniczego KLANU SMOKA z Krakowa.
Zlecenie mówiło o dużej tubie na zwoje zaklęć "ZŁOTEGO SMOKA".
Konstrukcyjnie jest to igielnik z mojej oferty powiększony do 50cm wysokości i 6cm średnicy.
Na koniec, w celu zabezpieczenia zawartości, tuba została zapieczętowana zaklęciem zamknięcia.
Jesteście pewnie ciekawi, co to za tajemnicze zaklęcia będą przechowywane w tej tubie, uchylę więc rąbka tajemnicy.
W środku znajdować się będzie pradawny zwój "CZERWONEGO SMOKA".
Skórzany tłoczony rulon skrywa podczepione do niego zwitki papieru z pradawnymi zaklęciami, jednak tylko nieliczni wybrani będą w stanie je odczytać, dla każdego innego będą to tylko czyste karty czekające na zapisanie...
Smoki zostały wytłoczone na skórze ręcznie, a następnie podkolorowane i zalakierowane. aby zwiększyć trwałość malowania.
piątek, 8 maja 2015
MATKA BOŻA TRYBUNALSKA - DRZEWORYT
Uwielbiam współpracować z osobami bardziej uzdolnionymi ode mnie.
Uwielbiam patrzeć na ich pracę, uczyć się od nich, doceniać kunszt i talent widoczny w detalach ich dzieł. Czasem wręcz posuwam się do tego, aby próbować naśladować ich pomysły i technikę. Tak było również z tym drzeworytem. Wszystko rozpoczęło się od lektury dzieła "Ludowe obrazy drzeworytnicze" Józefa Grabowskiego. Książka zrodziła pomysł na wykonanie drzeworytu na wzór starych grafik dewocyjnych. Wybór padł na obraz z mojego rodzinnego miasta - wizerunek Matki Bożej Trybunalskiej. Przygotowaniem projektu zajął się Andrzej Trybunalski i na podstawie jego szkicu, mój pomysł mógł doczekać się realizacji.
Moim zadaniem było tylko skopiować jego szkic na drewno, a następnie wyciąć. Muszę przyznać, że w niektórych miejscach zmieniłem całkiem sporo, trochę poniosła mnie samowolna inwencja rzemieślnika, wynikająca również z braku umiejętności rysowania. Inna rzecz, że przeniesienie wizerunku z obrazu olejnego na drzeworyt jest niezwykle trudne - delikatne linie, gamę barw i światłocienie są zastąpione przez grube, właściwie toporne linie (w końcu to drzeworyt ludowy!) oraz czerń i biel. Na dole pozostawiłem pasek, na którym właśnie na wzór dawnych drzeworytów będę chciał wykonać napis, ale to dopiero w bliżej nieokreślonej przyszłości, ponieważ muszę zdobyć jeszcze troszkę wprawy w wycinaniu kształtu liter.
oryginał / szkic ołówkowy A.Trybunalskiego / odbitka z drzeworytu
Przy wykonywaniu tego drzeworytu korzystałem tylko z dwóch dłut, noża snycerskiego i wiertarki. Nóż snycerski Pfeil 11, dłutko micro Kirschen P/11/00,5 kupione niedawno na Dłuta.pl oraz drugiego dłutka w kstałcie U firmy Marie's. Byłem naprawdę zaskoczony jakością stali nowych narzędzi. Choć olchowa deska drzeworytnicza była całkiem spora (30x20cm), nie byłem zmuszony do ponownego ostrzenia nowych nabytków. Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o dłutku Marie's, które niestety wymagało mojej interwencji.
Podsumowując całą pracę muszę chyba, jak zwykle ostatnimi razy, stwierdzić, że w sumie jak na rzemieślnika amatora wyszło nawet dobrze, choć zawsze mogłoby być lepiej - wszakże Albrecht Dürer swoje najsłynniejsze drzeworyty wycinał tylko jednym nożem i to z taką precyzją, jakiej nie mogę sobie nawet wyobrazić.
Podsumowując całą pracę muszę chyba, jak zwykle ostatnimi razy, stwierdzić, że w sumie jak na rzemieślnika amatora wyszło nawet dobrze, choć zawsze mogłoby być lepiej - wszakże Albrecht Dürer swoje najsłynniejsze drzeworyty wycinał tylko jednym nożem i to z taką precyzją, jakiej nie mogę sobie nawet wyobrazić.
wtorek, 28 kwietnia 2015
DRUKOWANIE TKANIN - BETA TESTY
Całkiem przypadkowo wpadła mi w łapki książka p. Romana Reinfussa o polskich drukach ludowych na płótnie. Książka ta w zasadzie porusza okres XIX / XX w., jednak technologicznie metoda niczym nie różni się od tej, którą opisał Cennino Cennini w swoim XV-wiecznym traktacie o malarstwie. Gdy w książce Reinnfussa przeczytałem o wędrownych rzemieślnikach, którzy przemieszczali się z całym swoim warsztatem od wioski do wioski, aby tam na miejscu wykonywać swoje dzieła, wiedziałem, że wpadłem już w sidła i będę musiał sam spróbować.
W zasadzie wszystkie potrzebne narzędzia już miałem, wystarczyło wykonać "baby", czyli specjalne poduszki do rozprowadzania farby. W tym miejscu przyznam się, że szczerze wątpiłem w trwałość farby wykonanej z sadzy i pokostu lnianego, dlatego postanowiłem pierwsze próby i narzędzia wykonać z odpadów warsztatowych, które niekoniecznie były historyczne, ale były na wyciągnięcie dłoni. I tak "baby" zamiast wypchać szczeciną lub runem wypchałem watoliną, a skórę przybiłem pinezkami. Matrycę zamiast z twardego drewna gruszy lub buczyny wykonałem z miękkiej osiki. W opisywanych metodach, jak również zachowanych fragmentach średniowiecznych drukowanych tkanin widać, że matrycami były bardzo duże deski, na których konkretny wzór powtarzał się wielokrotnie, co bardzo ułatwiało późniejsze odbijanie wzoru. Postanowiłem jednak uprościć sobie pracę i wykonać tylko pojedynczy klocek, który wzorowałem na fragmencie XII-wiecznej niemieckiej tkaniny.
Matrycę wykonałem z ręki w całe 10 min., niespecjalnie przykładając się do całkowitego odwzorowania. W końcu to tylko testy. Muszę jednak przyznać, że pomimo płytkiego cięcia i pośpiechu efekt był zadowalający. Farba bardzo długo schnie, nawet kilka dni, więc cały czas trzeba uważać, aby czegoś nie rozmazać. Z tego względu nie mogłem przeprowadzić próby z praniem. Z lektury wiem już jednak, że w rachubę wchodzi tylko ręczne pranie w zimnej wodzie, ale nadal mam pewne wątpliwości. Jeżeli jednak materiał przejdzie próbę prania, wystartuję już na poważnie z profesjonalną rekonstrukcją z "poprawnych" materiałów.
środa, 22 kwietnia 2015
HARPIA
Musiałem zrobić sobie nowy nóż do wycinania, ponieważ poprzedni znalazł nowego właściciela.
Tym razem postanowiłem jednak wprowadzić kilka zmian konstrukcyjnych. Rękojeść jest zdecydowanie krótsza i grubsza tak aby zapewnić pewniejszy uchwyt. Zastosowałem również więcej przekładek (róg, drewno różane, mosiężna płytka oraz dąb) które w zasadzie mają jedynie wpływ na atrakcyjniejszy wygląd.
Tym razem postanowiłem jednak wprowadzić kilka zmian konstrukcyjnych. Rękojeść jest zdecydowanie krótsza i grubsza tak aby zapewnić pewniejszy uchwyt. Zastosowałem również więcej przekładek (róg, drewno różane, mosiężna płytka oraz dąb) które w zasadzie mają jedynie wpływ na atrakcyjniejszy wygląd.
Gdy nóż był gotowy trzeba było go wypróbować, tak powstała wkurzona kura domowa dająca wyraźnie do zrozumienia co sądzi o wypadzie jej męża na jedno piwko z kumplami.
Tak na poważnie to wzorowałem się na przedstawieniu harpii 1497 r.
środa, 15 kwietnia 2015
PIĘKNO FORNIRU
Chciałbym się pochwalić efektami pracy nad pewną intarsją.
Historia jej powstania jest zabawna. W mojej szarej pracy którą w pocie czoła wykonuję dnia naszego powszedniego okazało się, że przy wypłacie nie przysługuje mi tzw. 13 pensja, choć wszyscy inni ją dostali. W stanie podburzenia wróciłem do domu gdzie wyżyłem się na kawałku forniru. W pewnym momencie gdy ściemniło się na tyle, że zmuszony byłem do zapalenia świateł odkryłem piękno forniru na którym pracowałem.
Historia jej powstania jest zabawna. W mojej szarej pracy którą w pocie czoła wykonuję dnia naszego powszedniego okazało się, że przy wypłacie nie przysługuje mi tzw. 13 pensja, choć wszyscy inni ją dostali. W stanie podburzenia wróciłem do domu gdzie wyżyłem się na kawałku forniru. W pewnym momencie gdy ściemniło się na tyle, że zmuszony byłem do zapalenia świateł odkryłem piękno forniru na którym pracowałem.
Pierwszym krokiem było wycięcie z dwóch arkuszy forniru (buk i acajou) zarysu formy lecących żurawi. Tutaj pierwszy arkusz gdzie buk stanowi tło.
Tutaj drugi arkusz, pierwszy żuraw już wycięty.
Następnym krokiem było cieniowanie przez przypalanie wyciętych kawałków
forniru w rozgrzanym piasku. W tym miejscu naprawdę poważnie zacząłem
się zastanawiać czy nie wykonać jakiegoś abażuru do lampki.
Oto efekt końcowy już bez podświetlania. Idealnie nie jest, ale jak na pierwszy raz źle też nie wyszło. Wszelkie ubytki wypełniłem odpowiednio zabarwioną szpachlą do drewna.
Teraz przede mną czas na zalakierowanie i wykorzystanie do stworzenia... kolejnego projektu :)
piątek, 27 marca 2015
piątek, 6 marca 2015
FOTO #3
"ARCHIWISTA"
Piotrków Trybunalski 2015 r.
--------------------------------------------------------
"ARCHIVIST"
"ARCHIVIST"
Piotrków Trybunalski 2015 r.
poniedziałek, 2 marca 2015
URODZINOWA BIŻUTERIA ANNY
Dzięki mojej lepszej połowie stałem się zwolennikiem prezentów wykonanych własnymi rękoma prosto z serca. Rzeczy takie skutecznie zastępują nieraz całkiem dziwne kartki.
Zestaw inspirowany listkami laurowymi. Zawieszka wykonana z forniru inkrustowanego węglem, natomiast podstawka z masy solnej. Całość trafiła już do szczęśliwej solenizantki.
Zestaw inspirowany listkami laurowymi. Zawieszka wykonana z forniru inkrustowanego węglem, natomiast podstawka z masy solnej. Całość trafiła już do szczęśliwej solenizantki.
czwartek, 19 lutego 2015
NOWE TŁOCZENIE
Nowy, już przetestowany wzór tłoczenia pod igielnik.
Przy odpowiednim oświetleniu wygląda naprawdę imponująco.
poniedziałek, 16 lutego 2015
NIE DAŁOBY RADY TANIEJ?
Podobno, gdy projektowano malowidła w jaskini Lascaux, były to pierwsze słowa, które wypowiedziano.
Mogą zmieniać się epoki i gusta, jednak mentalność ludzka tak łatwo się nie zmienia, szczególnie pod względem wydawania pieniędzy. Zawsze produkowano przedmioty tandetne i gorzej wykonane, ale za to tańsze, a tym samym bardziej dostępne. W obecnym 'światku' rekonstruktorów coraz liczniej pojawiają się osoby, które pragną odtwarzać niż społeczny. Przed kilku jeszcze laty przeciętny rekonstruktor miał na sobie naprawdę sporo mosiądzu, wszystkie sprzączki, guziczki, plakietki i co tam metalowego mogło być. Teraz na szczęście to się zmienia. Wychodząc naprzeciw wszelkim biedakom-cebulakom postanowiłem dodać do swojej oferty tańsze okucia do kaletek. Zamiast stosunkowo drogiego mosiądzu wykorzystałem tańszą i popularną cynę, którą bez problemu można odlewać w drewnianej formie wielokrotnego użytku.
Mogą zmieniać się epoki i gusta, jednak mentalność ludzka tak łatwo się nie zmienia, szczególnie pod względem wydawania pieniędzy. Zawsze produkowano przedmioty tandetne i gorzej wykonane, ale za to tańsze, a tym samym bardziej dostępne. W obecnym 'światku' rekonstruktorów coraz liczniej pojawiają się osoby, które pragną odtwarzać niż społeczny. Przed kilku jeszcze laty przeciętny rekonstruktor miał na sobie naprawdę sporo mosiądzu, wszystkie sprzączki, guziczki, plakietki i co tam metalowego mogło być. Teraz na szczęście to się zmienia. Wychodząc naprzeciw wszelkim biedakom-cebulakom postanowiłem dodać do swojej oferty tańsze okucia do kaletek. Zamiast stosunkowo drogiego mosiądzu wykorzystałem tańszą i popularną cynę, którą bez problemu można odlewać w drewnianej formie wielokrotnego użytku.
Na zdjęciu porównanie z najpopularniejszym mosiężnym okuciem dostępnym w sprzedaży. Tylko że moje o połowę tańsze.
sobota, 14 lutego 2015
BYŁO BLISKO, A JAKŻE DALEKO - INTARSJA
Mając fornir nie byłbym sobą, gdybym nie spróbował intarsji. Bardzo mi się spodobała ta forma rzemiosła.
Co prawda muszę jeszcze zdobyć większą wiedzę na jej temat, aby rozwiązać pewne "drobne", ale jakże istotne problemy. Pierwszy bluszczyk jednak powstał.
Co prawda muszę jeszcze zdobyć większą wiedzę na jej temat, aby rozwiązać pewne "drobne", ale jakże istotne problemy. Pierwszy bluszczyk jednak powstał.
wtorek, 10 lutego 2015
ZDOBIENIE DREWNA WOSKIEM
Próbując sprzedać swoje tabliczki woskowe, cały czas spotykam się z
zapytaniem czy sposób, którym wykonuję zdobienia jest aby
"historyczny". Cóż, aby ostatecznie rozwiać wszelkie wątpliwości, postaram się uchylić rąbka tajemnicy mojego warsztatu.
Metoda
jest jak najbardziej historyczna i potwierdzona zachowanymi zabytkami -
odsyłam do Archiwum Państwowego w Toruniu i ich zbioru tabliczek
woskowych lub do posta w którym wykonywałem stylizację jednego z
poliptyków.
Metoda ta opiera się w zasadzie na inkrustacji, tylko zamiast szlachetnych materiałów używamy wosku pszczelego. Taka inkrustacja dla ubogich.
Większość etapów pracy postanowiłem tylko opisać ponieważ są one tak oczywiste, że raczej nie wymagają dodatkowego zilustrowania. Szczególnie, że w moim warsztacie panuje półmrok i niestety część zdjęć i tak nie wyszła. Oczywiście prace należy rozpocząć od wstępnego przygotowania deski, na której będziemy chcieli wykonać zdobienie. Powierzchnia powinna być gładka, wyszlifowana, bardzo istotne jest, aby deska nie posiadała rys ani zagłębień, nawet takich płytkich, w których później mógłby zgromadzić się wosk. Prace rozpoczynamy od przeniesienia/naszkicowania wzoru lub, jak kto woli, pójścia na żywioł i wykonywania go bez uprzednich szkiców. Potrzebny jest nam w zasadzie tylko nóż, np. taki jaki wykonałem, ale może być również nóż snycerski czy nawet skalpel. Istotne jest jedynie, aby miał ostrą końcówkę, należy pamiętać również, że im grubszy nóż tym będzie zostawiał większą i tym samym wyraźniejszą kreskę. Drewno nacinamy w zasadzie pod kątem prostym.
Metoda ta opiera się w zasadzie na inkrustacji, tylko zamiast szlachetnych materiałów używamy wosku pszczelego. Taka inkrustacja dla ubogich.
Większość etapów pracy postanowiłem tylko opisać ponieważ są one tak oczywiste, że raczej nie wymagają dodatkowego zilustrowania. Szczególnie, że w moim warsztacie panuje półmrok i niestety część zdjęć i tak nie wyszła. Oczywiście prace należy rozpocząć od wstępnego przygotowania deski, na której będziemy chcieli wykonać zdobienie. Powierzchnia powinna być gładka, wyszlifowana, bardzo istotne jest, aby deska nie posiadała rys ani zagłębień, nawet takich płytkich, w których później mógłby zgromadzić się wosk. Prace rozpoczynamy od przeniesienia/naszkicowania wzoru lub, jak kto woli, pójścia na żywioł i wykonywania go bez uprzednich szkiców. Potrzebny jest nam w zasadzie tylko nóż, np. taki jaki wykonałem, ale może być również nóż snycerski czy nawet skalpel. Istotne jest jedynie, aby miał ostrą końcówkę, należy pamiętać również, że im grubszy nóż tym będzie zostawiał większą i tym samym wyraźniejszą kreskę. Drewno nacinamy w zasadzie pod kątem prostym.
Gdy wytniemy całość, ale jednak stwierdzimy, że niektóre rysy są
zbyt płytkie możemy poszerzyć je przeciągając po nich szpilorkiem.
Następnym
bardzo istotnym elementem jest przygotowanie wosku, który należy
zabarwić sadzą. Z braku sadzy ostatecznie ujdzie węgiel drzewny zmielony
na pył. Całość należy rozpuścić w kąpieli wodnej. W tym
miejscu przechodzimy do "najistotniejszego" momentu: wosk, który będziemy
wciskać w szczeliny nie może być zbyt gorący ponieważ wniknie w drewno i
je odbarwi. Najlepszy jest taki, który właśnie zastyga i ma konsystencję
plasteliny. Jak widać do wciskania używam malutkiej szpachelki
malarskiej.
Gdy mamy już pokryte wszystkie zagłębienia możemy przystąpić do
zbierania nadmiaru wosku, który pozostał na powierzchni. Do tego celu
można wykorzystać wszelkiego rodzaju cyklin, potłuczonej szyby lub nawet
wcześniej wspomnianej szpachelki, na pokazach używam noża, którym
wcześniej wykonywałem nacięcia i też daje radę. Należy być jedynie
ostrożnym, aby nie zbierać razem z nadmiarem wosku drewna. Na koniec
można całość wypolerować bawełnianą szmatką, aby nadać połysk woskowej
powierzchni.
poniedziałek, 9 lutego 2015
DREWNIANIE OBRĄCZKI - OBRĄCZKI Z FORNIRU
Pierścionki w połączeniu z metalową bazą ze stali nierdzewnej. Tym razem w ruch poszedł fornir z róży, palisandru, kory brzozowej, buczyny, acajou. Z wypełnieniem troszkę eksperymentowałem tworząc sztuczny lapis lazuli.
Moje wnioski z użytkowania... może używam niewłaściwego lakieru (Vidaron o podwyższonej odporności na ścieranie i zarysowanie), odniosłem jednak wrażenie, że pierścionki takie są bardzo wrażliwe na wszelkie zarysowania. Traciły tym samym swój urok.
Moje wnioski z użytkowania... może używam niewłaściwego lakieru (Vidaron o podwyższonej odporności na ścieranie i zarysowanie), odniosłem jednak wrażenie, że pierścionki takie są bardzo wrażliwe na wszelkie zarysowania. Traciły tym samym swój urok.
Jak ktoś ma jakiś patent, to z miłą chęcią wysłucham.
Oczywiście, gdyby pomimo tego ktoś chciał, mogę mu wykonać takowy za kilkanaście złotych, bo więcej moim skromnym zdaniem warte nie są. Nie ukrywam, że widziałem ostatnio podobnej jakości obrączkę wykonaną za naprawdę dużą sumę i wywołała ona mój uśmiech politowania.
Na zdjęciu widać powstający właśnie listek laurowy - zawieszkę. Oczywiście również zrobiony z sklejonego forniru z węglowym wypełnieniem.
Na zdjęciu widać powstający właśnie listek laurowy - zawieszkę. Oczywiście również zrobiony z sklejonego forniru z węglowym wypełnieniem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

